Ogród na skarpie – jak oswoić zbocze i zamienić je w atut

Najciekawsze ogrody rodzą się na trudnych działkach. To właśnie trudny teren nadaje im charakter. Płaski ogród trzeba czymś zająć, żeby się nie nudził. Zbocze już samo w sobie coś opowiada: prowadzi wzrok, chowa i odsłania, zmusza, żeby ogród czytać wędrówką, a nie jednym spojrzeniem z tarasu. Piętnaście lat pracy nauczyło mnie odruchu, że skarpy się nie zwalcza. Skarpę się wtapia w kompozycję, tak aby przestała być sztucznym tworem. Czasem robi to jeden taras wcięty w zbocze. Czasem schody i murki, które stają się rzeźbą. A czasem po prostu rośliny, tak dobrane, że oko nie widzi, iż pod nimi jest spadek.

Od czego zaczynam projektowanie ogrodu na zboczu

Zanim pomyślę o roślinach, murkach czy schodach, odpowiadam sobie na trzy pytania. To one decydują, jak potoczy się cały projekt.

Jak strome jest zbocze? Łagodny spadek można obsadzić i zostawić. Przy stromym terenie pojawia się rozwidlenie dróg: albo modeluję zbocze, albo planuję murki.

Ile jest pieniędzy? Budżet najczęściej przesądza czy w ogrodzie pojawią się schody, murki oporowe, dodatkowe tarasy. Gdy fundusze są, skarpę można „ująć w ramy“. Gdy ich nie ma, zostawiam zbocze w naturalnej formie, najwyżej poprawiam jego linię, a całą pracę przerzucam na rośliny.

Jak duży jest ogród? W małym ogrodzie murki i tarasy zwykle się opłacają, bo wyrównują teren i oddają płaską przestrzeń, której w ciasnym ogrodzie zawsze brakuje: na trawnik, na stół, na miejsce dla dzieci. W dużym ogrodzie jest na odwrót. Tu skarpę można z rozmachem zostawić, rozciągnąć, poprowadzić przez nią szerokie schody i uczynić z samego zbocza główną atrakcję.

Co z tą skarpą zrobić?

Zostawić i obsadzić

Najprostsza i najtańsza droga: nie ruszamy ziemi, pozwalamy skarpie zostać skarpą. Wybieram ją nie zawsze dlatego, że „tak wyszło z budżetu“, ale często, bo nie ma czasu na ziemne roboty, bo inwestor nie chce zmieniać ukształtowania działki, albo zwyczajnie dlatego, że to w zupełności wystarcza. Bawię się wówczas zielenią.

Tak potraktowałam skarpę w dużym ogrodzie na zboczu pod Krakowem – ponad trzy i pół tysiąca metrów na stromym stoku przy lesie. Skarpy miałam narzucone. Obsadziłam je różami okrywowymi, które kwitną od wiosny do późnej jesieni i tworzą barwne poduchy, a przy tym świetnie stabilizują glebę. Między nie wplotłam irgę i kosodrzewinę – rośliny zimozielone, również okrywowe, trzymające strukturę także zimą. Nie przesunęłam ani metra ziemi, a zbocze stało się najmocniejszą częścią ogrodu.

Skarpa obsadzona różami okrywowymi – ogród na zboczu pod Krakowem

Wymodelować zbocze

Trawy ozdobne na skarpie przy nowoczesnym domu z drewnianą elewacją, gałęzie sosny

Druga droga jest pośrednia. Sięgam po nią, gdy na rozbudowane murki i tarasy nie ma funduszy – ale też wtedy, gdy budżet by pozwolił, a mimo to nie chcę zabudowywać zbocza betonem. Jeśli działka daje przestrzeń i możliwość przesunięcia ziemi, pracuję samą glebą. Modeluję kształt skarpy: łagodzę załamania, nadaję linii płynność, rozkładam spadek tak, żeby oko czytało krajobraz, a nie ścianę. To tańsze niż rozległe konstrukcje, a potrafi odmienić wszystko. Dobrze wymodelowane zbocze przestaje wyglądać sztucznie, a zaczyna przypominać fragment natury, który zawsze tu był.

Dobrze widać to w naturalistycznym ogrodzie ze stawem pod Krakowem, rozłożonym na zboczu Jury z widokiem na zalesione wzgórza. W samo zbocze wpasowałam staw, a całym założeniem było sprawienie, by granica między ogrodem a krajobrazem niemal zniknęła. Skarpy złagodziłam zielenią, wprowadzając – prócz okrywowych irg i jałowców – również trawy. Jedyną małą architekturą zostały schody z masywnych granitowych bloków do wygodnej komunikacji między częściami ogrodu. Im dalej od domu, tym ogród robi się dzikszy: dopracowane rabaty przechodzą w łąkę.

Zabudować murkami i tarasami

Gdy zbocze jest strome, a miejsca brakuje albo fundusze pozwalają na więcej, sięgam po małą architekturę. To zwykle najdroższa z trzech dróg, ale czasem po prostu najlepsza dla danego miejsca, bo tylko ona daje to, czego działka naprawdę potrzebuje.

W ogrodzie wielopoziomowym w Wieliczce różnicę wysokości blisko trzech metrów zamieniłam w kaskadę tarasów, murków z betonu architektonicznego i lewitujących schodów, które schodzą w dół aż po altanę i jacuzzi. Skarpa w sensie dosłownym zniknęła. Została gra poziomów.

Murki i tarasy potrafią też odzyskać ogród z terenu, który wydawał się stracony. W ogrodzie w Rzeplinie skarpa zajmowała połowę działki – pół ogrodu praktycznie bezużytecznego. Wcięłam w nią tarasy: ognisko w dolnej części zbocza, huśtawki na tarasie powyżej, a poziomy połączyłam schodami i murkami. Skarpa przestała być stromizną do ominięcia – rozmyła się, połączyła oba poziomy i z martwego terenu stała się najbardziej użytkowaną częścią ogrodu. Bujne nasadzenia rozrastają się swobodnie, powstrzymując w ten sposób erozję.

A czasem murki po prostu muszą być masywne – i wtedy cała sztuka polega na tym, żeby mimo to nie przytłaczały. Ogród na skarpie w Libertowie to była mała działka z dużym spadkiem, która wymagała poważnych konstrukcji oporowych. Zamiast ciężkich, prostych murów poprowadziłam je w kształcie trójkątów, kaskadowo spływające po stoku. Ostre linie betonu przełamałam miękkością zwisających bluszczy, traw i strzelistych drzew. Efekt? Mury są duże, ale dzięki formie i zieleni ani one, ani tym bardziej skarpa, w ogóle nie straszą. To one tworzą charakter tego ogrodu.

Jakie rośliny na skarpę?

Jeśli skarpa ma być łatwiejsza w utrzymaniu i atrakcyjna wizualnie, stosuję trzy zasady:

Rośliny okrywowe. To one wiążą glebę i trzymają skarpę. W słońcu, jako niskie okrywowe, sprawdzają się jałowce płożące (np.: jałowiec płożący Juniperus horizontalis, jałowiec sabiński Juniperus sabina), irgi (Cotoneaster, np. odmiany ‘Coral Beauty’, ‘Major’, irga pozioma), róże okrywowe (np. z grupy Flower Carpet), niskie berberysy (Berberis thunbergii). Rozchodniki, macierzanki, rojniki (Sempervivum) i inne wolno rosnące okrywowe pomijam na dużych skarpach – zbyt długo zakrywają ziemię; sięgam po nie tylko na małych powierzchniach.

Na dużą skarpę, gdzie liczy się szybkie, silne rozrastanie przez rozłogi i odrosty, wybieram, np. śliwę tarninę (Prunus spinosa) czy różę francuską (Rosa gallica).

W cieniu zostaje bluszcz pospolity (Hedera helix). Barwinek pospolity (Vinca minor) i runianka japońska (Pachysandra terminalis) też są okrywowe i sprawdzają się w cieniu, ale rosną na tyle wolno, że na dużą skarpę ich nie stosuję.

Monotonię przełamuję krzewami, bylinami i trawami. Gdy sama zieleń okrywowa to za mało, w wybranych miejscach wplatam trawy ozdobne, pojedyncze większe krzewy, a nawet drzewa – to one często „przysłaniają“ skarpę.Na skarpie sadzę dużymi plamami, nie pojedynczymi roślinami: duża grupa jednego gatunku czyta się z dystansu jako spójna barwa, a zbieranina pojedynczych okazów – jako bałagan. Na stromym, trudnym do pielęgnacji zboczu stawiam przede wszystkim na rośliny, które raz posadzone, bronią się same. Ale to nie jest żelazna reguła: gdy skarpa jest łagodna, chętnie przeplatam nasadzenia bylinami – dają kolor i lekkość tam, gdzie teren na to pozwala.

Czym okryć skarpę, nim rośliny zasłonią glebę?

Na świeżo obsadzonej skarpie między młodymi roślinami jest jeszcze goła ziemia – a goła ziemia na zboczu to dwa kłopoty naraz: chwasty i erozja. Pierwszy większy deszcz potrafi zmyć korę ozdobną i wypłukać świeże nasadzenia razem z glebą. O tym, czym ją zabezpieczę, decydują trzy rzeczy: rozstaw roślin, budżet i nachylenie.

Rozstaw decyduje: siatka czy mata. Gdy sadzę gęsto rośliny, jedna przy drugiej, wystarczy ażurowa siatka o dużych oczkach, w które sadzi się rośliny wprost. Trzyma ziemię na miejscu, a między tak zwartymi nasadzeniami chwasty i tak nie mają gdzie się przebić. Gdy rośliny stoją rzadziej (ze względu na budżet lub wymagania danej rośliny), zostaje między nimi dużo odkrytej gleby, więc zamiast siatki daję pełną matę, która zakrywa ziemię w całości i chroni ją także przed chwastami.

Budżet decyduje: kokos czy tworzywo. Wersje kokosowe – i siatka, i mata – są piękne i naturalne: biodegradowalne, z czasem rozkładają się w glebie, nie rażą. Są jednak droższe, więc gdy trzeba oszczędzić, sięgam po odpowiednik z tworzywa: plastikową geokratę zamiast siatki kokosowej albo tkaninę syntetyczną zamiast maty. Folia ma przy tym jedną pułapkę: na skarpie nie przykryje się jej korą (ta by się zsunęła), więc zostaje odkryta i przez pierwsze lata potrafi straszyć. Dlatego w miejscach reprezentacyjnych zawsze wolę matę kokosową.Nachylenie terenu decyduje o gęstości zabezpieczenia. Im bardziej strome zbocze, tym mocniejszej, gęstszej siatki czy maty potrzeba, żeby utrzymała grunt. W praktyce od nachylenia mniej więcej 1:3 (około 30%) luźna kora zaczyna się zsuwać, więc od tego progu zamiast samej ściółki stosuję maty lub siatki.

Zanim zaczniesz: o czym trzeba wiedzieć

 „Bezobsługowy ogród“ to mit i nawet najmądrzej obsadzone zbocze przez pierwsze dwa-trzy sezony wymaga uwagi i pielęgnacji, nim rośliny się zrosną. Przy doborze roślin kluczowa jest wiedza, które z nich i jak szybko się rozrastają. Skarpa jest wymagająca – ale wybacza, jeśli potraktuje się ją z głową.